WYDARZENIA
NADCHODZĄCE WYDARZENIA
- 26.05.2012 | 11.00 Zamień Odpady na Kulturalne Wypady w By...
- 13.11.2013 - 13.11.2013 Konkurs Obszar Natura 2000 skarbem regio...
| Nowe eko-sklepy w Toruniu |
|
Wedle naszej wiedzy w przeciągu ostatniego półtora roku powstały w Toruniu cztery nowe sklepy ekologiczne, z czego dwa w ostatnich dwóch miesiącach. Postanowiliśmy do nich zajrzeć i przy okazji zastanowić się nad kondycją rynku ekologicznej żywności w Toruniu. Szczęśliwie dla nas – ekologicznych konsumentów, nowe sklepy pokryły dość równomiernie i niemal że w pełni prawobrzeżny Toruń: na Bydgoskim Przedmieściu powstał sklep należący do sieci „Żółty Cesarz”, na Starym Mieście już od zeszłego roku istnieje „Eko-smak”, również od zeszłego roku mieszkańcy Rubinkowa I mogą korzystać z dogodnie położonego sklepu „Bio-smaki”, a od zaledwie kilkunastu dni na Rubinkowie III eko-klienci mają swój sklep – „Eko-zdrowie”. Wszystkie wspomniane punkty łatwo odnaleźć na naszej interaktywnej mapie.
Smutna informacja natomiast jest taka, że zamknął się sklep „Zdrowie” w Uniwersamie na Chełmińskiej, który od dawna zaopatrywał Toruń w ekologiczne produkty i zdrową żywność. Wyprzedzając nieco dalszy wywód wypada stwierdzić, że asortyment wszystkich wspomnianych sklepów jest podobny. Wynika to prawdopodobnie z faktu, że polski rynek produktów ekologicznych wciąż jest bardzo wąski, więc poszczególnym sklepom łatwo jest mieć w ofercie prawie pełen ich przekrój. Mimo to, każdy z czterech punktów ma swój delikatnie zarysowany profil. Eko-smak na ul.Podmurnej sprzedaje wyłącznie produkty wegańskie. Z charakterystycznych produktów warto wymienić bardzo wydajne orzechy piorące oraz tłoczony w naszym regionie olej z lnianki, którego pół butelki wraz ze świeżym chlebem zjadam za jednym posiedzeniem. Polecam! Oprócz tego Pan Michał – właściciel sklepu zaprezentował mi dwie ciekawe używki. Pierwsza to „Club Mate”, czyli energetyzujący napój na bazie yerba mate pakowany w zwrotne butelki; druga, to „politycznie zaangażowana” kawa uprawiana przez meksykańskich Indian ze stanu Chiapas. Bio-smaki na ul. Dziewulskiego to również mały, prywatny sklepik sprzedający głównie produkty dla wegetarian. Wiele z nich ma certyfikaty ekologiczne. Sprzedawczyni nie odżegnuje się jednak od produktów mięsnych pod warunkiem, że pochodzą z ekologicznych hodowli. Pani Matulaniec pozostaje w kontakcie z dostawcami ekologicznych wędlin, które może użyć, kiedy zbierze się odpowiednio duże zamówienie. W sklepie jest też szeroki wybór różnego rodzaju herbat. Innym miejscem oferującym wiele herbacianych smaków jest najmłodszy sklep Eko-zdrowie na tzw. „Rynku Maciej” na Skarpie, sklep o profilu ekologiczno-zielarskim. Pani Irena dopiero rozwija swoją ofertę. Już teraz jednak Eko-zdrowie charakteryzuje się szerokim asortymentem ziół, przypraw i suplementów diety. Wkrótce dostępny będzie również ekologiczny nabiał, ten sam, który już znamy z „Eko Chaty” na Szosie Chełmińskiej. Kolejny „przebiśnieg” to Żółty Cesarz na ul. Mickiewicza. Sklep należy do wegetariańskiej sieci o tej samej nazwie. Jak na sieciowy sklep przystało, jest on naprawdę bardzo dobrze zaopatrzony. Zachęca ładnie zaaranżowane wnętrze o znacznej, jak na ekologiczny sklep, powierzchni. Produkty, które pragnę wyróżnić, to wyroby z logo Faitrade, warzywa od regionalnych rolników ekologicznych oraz wybór składników do domowej produkcji różnego rodzaju chlebów razowych. Właścicielka, Pani Justyna planuje stworzyć w piwniczce lokalu ośrodek edukacji ekologicznej, w którym będą odbywały się różnego rodzaju warsztaty, wykłady i spotkania. Tyle o nowo powstałych sklepach. Warto nadmienić, że zauważyliśmy również pojawienie się produktów Fairtrade w dwu toruńskich kawiarniach: Centrum Rozwoju AJANTA na Wrzosach oraz Cafe Draże na Przedzamczu. Niezwykle cieszy nas, że w Toruniu powstaje coraz więcej sklepów ekologicznych. Z pewnością odwzorowuje to wzrost świadomości konsumentów. To co jednak psuje w pewnej mierze tę pozytywną tendencję, to bardzo wąski udział w rynku produktów regionalnych. Wszystkie odwiedzone przez nas sklepy bazują na podobnej grupie hurtowni ekologicznych, które w znacznej mierze dystrybuują produkty importowane z Niemiec, a także innych krajów europejskich. Taki po prostu jest polski eko-rynek, wciąż na nim niewiele jest rodzimych produktów. Należy przy tym zwrócić uwagę, że na przykład soczewica z niemieckim certyfikatem ekologicznym pochodzi jeszcze skądinąd, a najpewniej z Azji. Wśród polskich producentów obecnych w toruńskich eko-sklepach należy wyróżnić jednak kilka marek. „Bio Raj” certyfikowana przez „Ekoland” to marka pod którą sprzedają się ekologiczne kasze, zboża, mąki i makarony konfekcjonowane pod Brodnicą. Inny lokalny producent to „Biofood” - przetwórnia warzyw i owoców z Ciechocina. Bazuje na lokalnej sieci ekologicznych gospodarstw rolnych. Warto wspomnieć firmę „Rolmięs” spod Bydgoszczy, choć jej produkty nie są dostępne w stałej ofercie toruńskich sklepów z wyjątkiem „Eko Chaty”. Jak widać, nasz region może się poszczycić relatywnie wysoką liczbą ekologicznej produkcji. Wszystko są to przecież pionierskie przedsięwzięcia i popyt na te produkty dopiero się tworzy (miejmy nadzieję). Niestety wspomniani producenci wszyscy zaliczają się do szeroko pojętego przetwórstwa spożywczego, czyli produkują wytwory o względnie długim okresie przydatności do spożycia. Nie ma w tym nic złego, martwi jednak, że to jedyny względnie łatwo dostępny regionalny segment eko-rynku. Klient chcący dotrzeć do lokalnych, świeżych, a przy tym ekologicznych warzyw, owoców i nabiału będzie musiał się już troszkę więcej naszukać. Dlaczego tak podkreślamy znaczenie regionalnej produkcji? Ekologiczne certyfikaty jakości gwarantują nam, że dany produkt został wyprodukowany według określonych standardów. Kupując taki produkt możemy mieć pewność, że jest on bezpieczny dla naszego zdrowia oraz że podczas jego produkcji wywarto relatywnie niski negatywny wpływ na środowisko naturalne. Nie uwzględnia on jednak obciążeń dla środowiska powstających podczas transportu, magazynowania, schładzania i dalszego przetwórstwa. Z perspektywy świadomego konsumenta powstaje zatem pewien dylemat. Przychodzi wybierać między dajmy na to białą fasolą wyprodukowaną w naszym województwie, acz pozbawioną ekologicznego certyfikatu jakości, a certyfikowaną fasolą wyprodukowaną dajmy na to w Chinach. Przy okazji wyjaśnijmy, że można mieć pełne zaufanie co do biologicznej czystości certyfikowanych chińskich produktów. Ścisłe kontrole podczas procesu produkcji oraz gruntowne bio-chemiczne analizy już po dostarczeniu towarów do Europy gwarantują nam, że w nasze ręce trafia towar eko. Niestety ekologiczny certyfikat nie uwzględnia obciążeń środowiskowych ani wszelkich implikacji gospodarczych, społecznych i politycznych jakie muszą zaistnieć, aby towar z innego kontynentu trafił na nasz stół. Wydaje się, że podstawą ekologicznych wyborów konsumenckich jest właśnie troska o możliwie szeroki kontekst w jaki wikłamy się dokonując jakiejkolwiek wymiany handlowej. Troskę tę w bardziej syntetycznej formie głosi hasło: „Myśl globalnie, działaj lokalnie!”. Cóż zatem robić, kiedy rynek podlega globalnym wpływom i coraz trudniej wyłowić z masy dostępnych produktów nie tylko te Polskie, ale jeszcze trudniej regionalne? Czasami rzeczywiście trudno przezwyciężyć poczucie, że próżno szukać produktów, za których produkcję chcielibyśmy producenta wynagrodzić swoimi pieniędzmi. Wróćmy do przytoczonego kilka linijek wcześniej hasła. Z jednej strony zachęca ono nas do ograniczenia zakresu działania do lokalnej ekonomii, do tego byśmy, na tyle na ile możemy, obracali pieniądzem na niewielkim, regionalnym rynku. Minimalizować by to miało wiele negatywnych skutków takich jak: zanieczyszczenia wynikające z globalnego transportu, wyzysk pracy w Trzecim Świecie, wojny handlowe pomiędzy państwami i światowymi korporacjami oraz kto wie co jeszcze? Nie ma takiego modelu, który mógłby te wszystkie zależności przedstawić, a tym bardziej przewidzieć ich skutki. Z drugiej strony hasło „Myśl globalnie, działaj lokalnie!” można odczytać w taki sposób, że nasze pieniądze mają wielką moc, że nasze konsumenckie wybory zmieniają świat szybciej niż jakikolwiek ośrodek władzy, korporacja, czy grupa interesu. Pracownia Zrównoważonego Rozwoju zachęca wszystkich, by dociekanie o pochodzeniu produktu stało się nieodzownym elementem każdych zakupów. Nawet codzienne zakupy w osiedlowym sklepie mogą stać się ekologiczne, jeżeli jednym z kryteriów (niestety nieujętym w eko-certyfikatach) naszego wyboru uczynimy odległość między producentem i konsumentem. To w dużej mierze od nas zależy, czy sklepikarze będą dbać o stałość regionalnych dostaw. Raczej nie uczynią tego charytatywnie, ten towar musi znaleźć popyt w ich sklepach. Wszystkim świadomym konsumentom życzymy udanych zakupów, a eko-sklepikarzom wierności klienteli.
|





