„Rolnik musi być jednocześnie przyrodnikiem. Musi umieć podpatrywać przyrodę” – Wywiad z Mieczysławem Babalskim, jednym z pionierów rolnictwa ekologicznego w Polsce. Współzałożycielem Stowarzyszenia Ekoland. Wraz z żoną Aleksandrą prowadzi już od roku 1986 atestowane gospodarstwo ekologiczne we wsi Pokrzydowo na pojezierzu brodnickim. Skąd wzięło się u pana zainteresowanie rolnictwem ekologicznym? Czy na pana decyzję wpłynęło wychowanie czy zadecydował o tym jakiś etap w pana życiu? Na pewno zadecydowało to, iż od trzech pokoleń jestem rolnikiem. Dziadek i ojciec byli rolnikami. Ja sam wychowałem się w normalnym gospodarstwie. Gdy poszedłem na studia rolnicze, okazało się, iż cała nauka polegała na tym, aby jak najbardziej zintensyfikować rolnictwo i wprowadzić jak najwięcej chemii. Później jakiś czas pracowałem w PGR-ze, tam zauważyłem, że im więcej chemii się stosowało, tym więcej jej było potrzeba. Stosowanie chemii miało przynieść korzyści, a jednak odniosło odwrotny skutek, zaczęło się pojawiać więcej chorób, szkodników, więcej problemów. Człowiek stał się od chemii uzależniony. Z tego względu zrezygnowałem z pracy w PGR-ze i wróciłem do gospodarstwa. W tym czasie zacząłem szukać informacji na temat niekonwencjonalnego rolnictwa. Z rolnictwem biodynamicznym pierwszy raz spotkałem się na wykładzie Juliana Osetka w Toruniu w roku 1983. Zaciekawiło mnie to, przypomniały mi się młode lata na gospodarstwie, dlatego od 85 roku powoli zacząłem przechodzić na rolnictwo ekologiczne.
W latach 80 rolnictwo ekologiczne było mało popularne. Tak, na początku każdy się dziwił. Uważano, iż jest to rolnictwo, które nie ma przyszłości. W 88 roku wyjechałem więc do Szwajcarii, która miała dłuższą tradycję prowadzenia gospodarstw ekologicznych. Pracowałem tam w gospodarstwie ekologicznym i przeszedłem kurs biodynamiczny. Stwierdziłem, że w naszym kraju o wiele łatwiej produkować metodami ekologicznymi niż w Szwajcarii, Niemczech czy w Austrii, ponieważ nasz klimat jest do tego idealny. W roku 89, razem z innymi sympatykami rolnictwa biodynamicznego z naszego regionu założyliśmy stowarzyszenie Ekoland. Staraliśmy się zdobyć atesty na nasze gospodarstwa, żeby były wiarygodne. Jeździliśmy do sejmu i dzięki senatorowi Janowi Wyrowińskiemu, który był wtedy przewodniczącym komisji rolnictwa w sejmie, udało się uchwalić ustawę o rolnictwie ekologicznym.
Kujawsko-pomorskie słynie z gospodarstw ekologicznych. Czy jest to zasługa Stowarzyszenia Ekoland? Pionierów rolnictwa ekologicznego było tu w regionie najwięcej. Uważam, że województwo kujawsko-pomorskie jest wzorem gospodarowania metodami ekologicznymi. W innych województwach przede wszystkim stawia się na dotacje, a gubi się sens. U nas głównym celem jest produkcja i jest dużo przetwórni. Dlatego, gdy jeździmy na międzynarodowe targi, to województwo kujawsko-pomorskie ma największą ofertę produktów ekologicznych. Mimo, iż w innych regionach jest więcej gospodarstw ekologicznych, 50% produkcji pochodzi od nas. W naszym regionie bioprodukty cieszą się dosyć dużą popularnością, ponieważ ludzie już je znają i doceniają. Ważne jest aby rolnik był wiarygodny, a to daje certyfikat. Świadczy o tym, iż nie tylko rolnik nie stosuje nawozów i preparatów chemicznych, a w trakcie przetwórstwa nie dodaje się środków, które polepszają smak i przedłużają trwałość, chodzi o to aby produkt był naturalny.
Czy w związku z tym upatruje pan realne zagrożenie dla rolnictwa ekologicznego w organizmach genetycznie modyfikowanych? Rośliny genetycznie modyfikowane to zagrożenie dla ludzkości, nie tylko dla rolników ekologicznych. Jeśli te organizmy wejdą do przyrody, nie ma odwrotu. Nie będzie można wrócić do normalności, ponieważ te geny będą już funkcjonować. Firmy, które wprowadzają na rynek GMO, łapią producenta czy rolnika w pułapkę, który musi stosować ich nasiona, płacić podatek od tych nasion, ponadto musi stosować środki chemiczne. Cała Azja, Ameryka Północna i Południowa opanowana jest przez GMO. Byłem w Stanach i widziałem miliony hektarów modyfikowanej soi czy kukurydzy, które wypierają wszystko. Natomiast zwierzęta żywione roślinami genetycznie modyfikowanymi mają problem z rozrodem, stają się bezpłodne.
Obecnie zagrożeniem dla rolnictwa oprócz GMO staje się również ocieplanie się klimatu i związane z tym anomalie pogodowe. Czy odczuwa pan te zmiany? Jestem rolnikiem już przeszło 50 lat. Zauważam te zmiany. Obecnie mamy zimne wiosny, niegdyś wiosny były ciepłe i wilgotne, natomiast przez okres zimowy często zdarza się, że ziemia nie zdąży zamarznąć, podczas gdy kiedyś jak ziemia zamarzła w listopadzie, to była zmarznięta aż do kwietnia. Również opady są nierówne, więcej pada w miastach niż na wsi. Kiedyś bardzo dużo uprawiano ziemniaków. Obecnie się tego zaprzestaje, gdyż bardzo trudno uprawia się ziemniaki, klimat im nie służy, jest dużo chorób. Myślę, że widoczny jest cykl, że jest 7 lat dobrych i 7 lat złych. U nas te 7 lat złych się kończy w 2012 r. Następne 7 lat będzie urodzajnych. Przyczyną jest oddziaływanie słońca.
A więc jest to przyszłość rolników ekologicznych? Tak. Uważam, że jedyne stabilne rolnictwo, to rolnictwo ekologiczne. Rolnictwo konwencjonalne uzależniło się od koncernów, gdzie rolnik nie mając pieniędzy musi cały czas inwestować, kupując nawozy, środki chemiczne, pasze genetycznie modyfikowane, powoduje to że rolnik wchodzi w pułapkę kredytów.
A pan z czyjej strony napotyka problemy? Największy problem jest z biurokracją, trzeba udowadniać na piśmie, że produkuje się ekologicznie. Nie ważne co znajduje się na polu, najważniejsze by było pismo. Ważniejszy jest dokument, niż człowiek. Biurokracja złapała nas w sidła. Także sam proces certyfikowania jest uciążliwy, trzeba przygotowywać dużo dokumentów.
Czy uważa się pan przede wszystkim za rolnika czy za przyrodnika? Jedno i drugie. Rolnik musi umieć podpatrywać. Na chwasty należy patrzeć jak na zioła, które leczą glebę, a na szkodniki jako na strażników przyrody. Najważniejsze to dbać o życie glebowe, bo jak gleba będzie zdrowa i mocna, to zdrowe będą rośliny, a tym samym zdrowy człowiek o zdrowym umyśle. Dziękuję za rozmowę.
Joanna Cioban Gospodarstwa ekologiczne (inaczej organiczne lub biodynamiczne) położone są z dala od źródeł zanieczyszczeń, nie stosuje się w nich nawozów sztucznych ani chemicznych środków ochrony roślin, natomiast zwierzętom zapewnia się pasze gospodarskie i wolny wybieg przez cały rok. Między innymi Państwo Babalscy uprawiają stare gatunki zbóż takie jak orkisz i pszenica płaskurka, które mają zbawienny wpływ na nasze zdrowie, przede wszystkim na problemy z sercem. Od roku 1991 przy gospodarstwie Państwa Babalskich istnieje również Wytwórnia Makaronów BIO, która zajmuje się produkcją makaronów razowych, mąk, kasz, płatków zbożowych a nawet poduszek wypełnionych plewami zbóż. Produkty te dostępne są w sklepach ze zdrową żywnością (sprawdź na mapie) oraz na działach zdrowej żywności w supermarketach. Pana Babalskiego można spotkać na comiesięcznym jarmarku żywności ekologicznej na terenie Muzeum Etnograficznego w Toruniu.
|