WYDARZENIA
NADCHODZĄCE WYDARZENIA
- 26.05.2012 | 11.00 Zamień Odpady na Kulturalne Wypady w By...
- 13.11.2013 - 13.11.2013 Konkurs Obszar Natura 2000 skarbem regio...
| Gruczno smakiem ociekające |
|
W niedzielę wybrałam się na Festiwal Smaku do Gruczna. Plan był prosty : spędzić niedzielne popołudnie na smakowaniu, objadaniu się, rozmowach z wystawcami i zakupach. W głowie pojawiła się sielankowa wizja zajadania pajdy chleba ze smalcem cieknącym po brodzie. Tymczasem na miejscu... Jako, że był to już szósty festiwal, Gruczno przeżywało prawdziwe oblężenie. Masa aut i tłumy zwiedzających. Niemniej jednak udało się znaleźć miejsce na jednym z przygotowanych na imprezę parkingów i porozmawiać chwilę z miłym Panem Parkingowym. Potem trzeba było przebić się jeszcze przez alejkę z mydłem i powidłem, czyli strzelnicą, odpustowymi zabawkami itp. Na powitanie klasyka: Pan z watą cukrową i wiązanymi balonikami, winogronka sprzedawane na gałązki i pojawia się gar z żurem, bigos a później już zmasowany atak na kubki smakowe: aleja wędlin, aleja miodów, slow food, aleja serów i win, chleby, pierogi, nalewki... Z nieba żar, w brzuchu burczy a dookoła tłumy...wszystko pachnie, pięknie wygląda, nieziemsko smakuje, a ja w kolejce...i w następnej...i już na podwórku już witam się z gąską a tu jeszcze kilka osób...ślina cieknie...całe szczęście, że można degustować w międzyczasie.... Rozglądam się dookoła jak ludzie pałaszują pajdy ze smalcem, targają pod pachą bochny chleba i uświadamiam sobie jak bardzo spragnieni jesteśmy dobrego, prostego jedzenia, które ma smak...a właściwie Smak. Niekoniecznie chodzi tu o smaki z dzieciństwa przecież...chodzi o smak w ogóle, o zapach, o konsystencję i serce włożone w przygotowanie danego produktu czy potrawy. Atakujemy sery: kozie, owcze, krowie, długodojrzewające. Później w koszu ląduje chleb. Kilka rodzajów kiełbas a właściwie kiełbach. Wędzony pstrąg, powidła które na bieżąco brodaty pan smaży w wielkim garze. Są jeszcze szynki, z daleka pachnie wędzony boczek. W słoiczkach malinowe przysmaki, ogórki, pomidory, marmolady, soki, miody i wszelkiej maści znane i mniej znane przetwory z warzyw i owoców. Można znaleźć również certyfikowane produkty bio i eko. Wyjadam część w trakcie i „po drodze” i wtedy trafiam na stoisko z kluchami, pierogami i bigosem. Ludzie w lnianych ubraniach, drewniane łychy i michy i pyszne pierogi z kaszą gryczaną a do tego szare kluchy. I można by tak bez końca... Organizacyjnie nie ma, na co narzekać. Parkingi, toalety, plan wg którego rozmieszczono stoiska, koncerty i pokazy. Do tego stoiska informacyjne, gazetka z planem Festiwalu. Dzieciaki mogły pohasać na słomie, dowiedzieć się jak powstaje miód, pojeździć konno czy w końcu zobaczyć z bliska owce, kaczki, gęsi i pszczoły miodne. Sądząc po liczbie odwiedzających Festiwal to strzał w dziesiątkę. Przypomina dawne smaki, promuje dobre jedzenie ale też poszerza nasze smakowe horyzonty (można było nabyć pyszności z Litwy, Węgier czy Włoch). A co istotne, promuje przy tym małych, lokalnych producentów dobrej żywności, gospodarstwa agroturystyczne czy wyroby rękodzielnicze. Festiwal odbywa się raz w roku, ale zakupy u wystawców można robić przez cały rok, wielu z nich miało przygotowane ciekawe oferty sprzedaży przez internet. W lekko festyniarskiej atmosferze Festiwalu rozmyła się niestety moja wizja sielskiego niespiesznego zajadania chleba ze smalcem w trakcie zakupów i rozmów z gospodarzami. Tłumy odwiedzających z koszykami wypełnionymi jedzeniem pokazują wyraźnie, że tu przez dwa festiwalowe dni liczy się jedzenie a cała reszta jest tylko tłem i według mnie tłem winna pozostać. Obyłabym się bez głośnej muzyki i karkówki z grilla. Miło byłoby pospacerować po Grucznie, odwiedzając poszczególne stoiska tak, aby nie cisnąc się w tłumie i nie przekrzykiwać muzyki. Cóż....ja na co dzień preferuję lekką kuchnię śródziemnomorską, nie pogardzę sushi czy indyjskimi specjałami, ale chrupiąca kromka żytniego chleba z pachnącą wątrobianką w zupełności przekonuje mnie że warto było stać w kolejkach, wynagradza wszelkie trudy i sprawia że zapominam o niedogodnościach i wysokich cenach... Czekam na kolejny festiwal i mam nadzieję, że za rok będzie też miejsce na piknik, by móc od razu skosztować tych rarytasów w pięknych okolicznościach przyrody :-) a jako mama maleństwa podrzucam pomysł, aby pojawili się sprzedawcy świeżych „staroodmianowych” polskich warzyw i owoców bo malucha niekoniecznie można nakarmić bigosem albo żurem a wiadomo czym skorupka za młodu.... Więcej informacji na temat festiwalu i terminy na przyszły rok na http://festiwalsmaku.pl/ oraz na FB. Ki_tka
|



























